Godzina dwudziesta trzecia czternaście. Czuję, że powinnam się położyć spać. Jest już późno, choć wmawiam sobie, że jeszcze minuta. Minuta przeciąga się leniwie w trzydzieści minut. Trzydzieści minut- w godzinę. Ta godzina w kolejną i kolejną. Nadal nie mam ochoty schować bladoniebieskich oczu pod powieki z długimi rzęsami. Wyciągam książkę. Nucę ulubioną piosenkę. Zaczynam wędrówkę, gdzieś na koniec świata.
Mimo przemyśleń, zostaję na ziemi i nie usypiam. Włączam oślepiający ekran telefonu. Dostrzegam godzinę drugą pięćdziesiąt dwa. Minęły niespełna cztery godziny. Aż tyle? Lubię spoglądać przez okno. Zawsze tak robię, kiedy nie daję sobie rady. Wtedy wszystkie problemy odsuwają się ode mnie. Teraz najważniejsze jest chłodne powietrze i mroczne niebo z jasnymi gwiazdami. Czuję się lepiej i o godzinie trzeciej ponownie zamieram pod ciepłą kołdrą, otulona z każdej strony poduszkami.
Budzę się wcześnie. Po raz kolejny zaglądam w ekran mojego telefonu, który wydaje się mniej oślepiający, niż kiedy kładłam się spać. Moje oczy były dość długo pod powiekami. Godzina szósta dwadzieścia trzy. Dopiero zaczynam być zmęczona. Mocno wtulam się w poduszki, aby ten ostatni czerwcowy, kończący szkołę poranek nie był chłodny jak poprzednia noc. Oślepiające promienie słońca chcą przeniknąć przez cały dom. Pora zacząć żyć. To jest już koniec. A może początek? Początek wakacji. To brzmi tak rozczulająco. Rozpoczynam kolejny rozdział mojego życia. Już jutro wyjeżdżam w kilkunasto-godzinną wycieczkę. Staram się myśleć pozytywnie. Niecałe dwadzieścia trzy godziny. To tak niewiele. W rozgrzanym promieniami słońca sercu czuję, że to będą najdłuższe godziny życia.
Spodobał Ci się post? Czekasz na więcej? Bądź na bieżąco i zaobserwuj!



