2015/06/26

night


Godzina dwudziesta trzecia czternaście. Czuję, że powinnam się położyć spać. Jest już późno, choć wmawiam sobie, że jeszcze minuta. Minuta przeciąga się leniwie w trzydzieści minut. Trzydzieści minut- w godzinę. Ta godzina w kolejną i kolejną. Nadal nie mam ochoty schować bladoniebieskich oczu pod powieki z długimi rzęsami. Wyciągam książkę. Nucę ulubioną piosenkę. Zaczynam wędrówkę, gdzieś na koniec świata.
Mimo przemyśleń, zostaję na ziemi i nie usypiam. Włączam oślepiający ekran telefonu. Dostrzegam godzinę drugą pięćdziesiąt dwa. Minęły niespełna cztery godziny. Aż tyle? Lubię spoglądać przez okno. Zawsze tak robię, kiedy nie daję sobie rady. Wtedy wszystkie problemy odsuwają się ode mnie. Teraz najważniejsze jest chłodne powietrze i mroczne niebo z jasnymi gwiazdami. Czuję się lepiej i o godzinie trzeciej ponownie zamieram pod ciepłą kołdrą, otulona z każdej strony poduszkami.
Budzę się wcześnie. Po raz kolejny zaglądam w ekran mojego telefonu, który wydaje się mniej oślepiający, niż kiedy kładłam się spać. Moje oczy były dość długo pod powiekami. Godzina szósta dwadzieścia trzy. Dopiero zaczynam być zmęczona. Mocno wtulam się w poduszki, aby ten ostatni czerwcowy, kończący szkołę poranek nie był chłodny jak poprzednia noc. Oślepiające promienie słońca chcą przeniknąć przez cały dom. Pora zacząć żyć. To jest już koniec. A może początek? Początek wakacji. To brzmi tak rozczulająco. Rozpoczynam kolejny rozdział mojego życia. Już jutro wyjeżdżam w kilkunasto-godzinną wycieczkę. Staram się myśleć pozytywnie. Niecałe dwadzieścia trzy godziny. To tak niewiele. W rozgrzanym promieniami słońca sercu czuję, że to będą najdłuższe godziny życia.  



Spodobał Ci się post? Czekasz na więcej? Bądź na bieżąco i zaobserwuj!   

2015/06/03

will be ok?

Od wielu dni szykuję coś, co Was zaskoczy. Mimo to, za każdym razem siadając przed monitorem, tracę swoje myśli. Tracę scenariusz szykowany przez cały dzień. Kasuję literkę po literce, słowo za słowem, zdanie po zdaniu. Nie potrafię zebrać tego wszystkiego, co znalazło się w mojej podświadomości. Moje notki wydają mi się nieperfekcyjne. Przynajmniej nie tak, jak chciałabym. Tracę wiarę w samą siebie. Czas pędzi tak szybko, że noc łączy się z dniem. Potrzebuję chwili wytchnienia. Pobyć samej ze sobą. Odpocząć od tego wszystkiego. Popatrzeć w gwieździste niebo, na moją niewielką konwalię. Czuję, że okłamuję samą siebie tym, że to tylko taki zwykły kryzys, choć wiem, że coś mrocznego z lodowatym sercem siedzi tu, w środku mojego świata. Czy to normalne? Nie potrafię odpowiedzieć na zadane mi pytanie. Na wiele nie znam odpowiedzi.
Idąc dzisiaj do szkoły poczułam zapach wyczekiwanego lata. Wyczułam ten zapach rzadkiego powietrza wraz z powiewem znad jeziora, nad które jeżdżę z rodziną. Poczułam jakbym miała zemdleć, odlecieć daleko, ponad granicę chmur. Latać jak ptak, tak wysoko, jak sobie zapragnę. Poddawać się co raz wznioślejszym zadaniom. Został nam ostatni miesiąc. Dla mnie osobiście maj trwał czterokrotnie więcej niż powinien. Lato jest pewnego rodzaju mocą. To wzrasta z każdym, nawet najmniejszym podmuchem wiatru, z każdym promieniem słońca coraz bardziej widocznych przez niekiedy deszczowe chmury. Piszę o wakacjach, o lecie, ponieważ teraz bardzo mi ich brakuje. Szkoła jest już zbyt męcząca. Wytrzymałam tu prawie dwa lata. Dwa piekielnie długie lata. Brzmi jak wyrok skazanego na wieczną tułaczkę człowieka po całym świecie. Ciałem jestem tutaj. Dusza jest już gdzieś daleko stąd. Chcę  już dwudziesty siódmy dzień tego miesiąca. Przez jedenaście dni odpocznę razem z jedną z moich przyjaciółek. Tylko odliczam dni, do których będę mogła pobyć w otoczeniu bliskiej mi osoby, a jednocześnie być zamknięta w swoim sercu. 



 koszula: marks&spencer // bluzka: butik // spodnie: ?

Spodobał Ci się post? Czekasz na więcej? Bądź na bieżąco i zaobserwuj!